
W grudniu 1968 roku astronauci misji Apollo 8 zobaczyli Ziemię wyłaniającą się ponad pustym horyzontem Księżyca. Na zdjęciu nazwanym Earthrise błękitny, biały i brązowy świat unosi się w czarnej przestrzeni.
Cztery lata później załoga Apollo 17 wykonała fotografię Blue Marble. Ziemia wygląda na niej jak błękitna marmurowa kula zawieszona w kosmosie. Widać chmury, oceany i fragmenty lądów, ale nie widać granic państw, murów ani linii oddzielających jednych ludzi od drugich.
Patrząc na te zdjęcia, można się zastanowić, dlaczego nazwaliśmy naszą planetę Ziemią. Woda pokrywa ponad 70% jej powierzchni, a kontynenty i wyspy zajmują niespełna jedną trzecią. Gdyby nazwę wybierano po zobaczeniu planety z kosmosu, być może mieszkalibyśmy na Oceanii, Wodzie albo po prostu na Błękitnej Planecie.
Zostaliśmy jednak Ziemianami.
Na co dzień częściej myślimy o sobie jako o mieszkańcach konkretnego miasta, regionu czy państwa. Możemy być Krakusami, mieszkańcami Małopolski, Polakami i Europejczykami. Każde z tych określeń mówi coś prawdziwego o naszym miejscu, kulturze i doświadczeniu.
Trudno się też dziwić, że własny fragment mapy uważamy za najważniejszy. Tutaj mieszkamy, pracujemy, wychowujemy dzieci i budujemy relacje. Z większej odległości widać jednak, że wszystkie te miejsca mieszczą się na jednej błękitnej planecie. Niezależnie od pozostałych tożsamości wszyscy jesteśmy Ziemianami.


W każdym z nas jest cząstka Wielkiego Wybuchu
Bycie Ziemianinem nie oznacza rezygnacji z narodowości, języka ani lokalnej tożsamości. Możemy należeć do wielu wspólnot jednocześnie, mieć swoje tradycje, krajobrazy i miejsca, które rozpoznajemy po zapachu powietrza, kolorze nieba albo układzie ulic.
Perspektywa Ziemianina dodaje do tego jednak kolejny poziom. Oddychamy powietrzem należącym do jednej atmosfery, korzystamy z wody krążącej między oceanami, chmurami, rzekami, glebą i organizmami, a nasza żywność zależy od klimatu, roślin, zapylaczy i mikroorganizmów.
Las wpływa na obieg wody, temperaturę, glebę i życie wielu gatunków. Ocean pochłania znaczną część nadmiaru ciepła, uczestniczy w obiegu węgla i kształtuje klimat. Gleba jest podstawą rolnictwa, ale także środowiskiem życia ogromnej liczby organizmów.
Co istotne, te zależności istniały na długo przed pojawieniem się człowieka. Patrzymy na pokrytą kraterami tarczę Księżyca, na którą spoglądały już dinozaury miliony lat przed nami. Pijemy wodę należącą do tego samego ziemskiego obiegu, z którego korzystało wcześniejsze życie.
Nasze ciało również nie jest odizolowaną wyspą. Żyją na nim i wewnątrz niego ogromne społeczności mikroorganizmów, bez których nie funkcjonowalibyśmy w taki sposób, jak dziś.
Nie stoimy obok natury, jesteśmy jej częścią. W każdym z nas znajduje się materia pochodząca z początków Wszechświata i dawnych gwiazd. Tworzące nas pierwiastki krążyły później w wodzie, powietrzu, glebie i innych organizmach, a z czasem ponownie wrócą do obiegu.
Możemy postrzegać siebie jako oddzielne osoby, rodziny i społeczeństwa, ale biologicznie pozostajemy fragmentami znacznie starszej i większej sieci życia.
Gaja i sieć zależności
Starożytni Grecy nazywali Ziemię Gają. Dzisiaj słowo to może kojarzyć się z Matką Ziemią albo planetą rozumianą jak żywa istota. Nie trzeba jednak nadawać mu mistycznego znaczenia, żeby zobaczyć coś ważnego.
Atmosfera, woda, skały i organizmy nie tworzą osobnych światów. Rośliny zmieniają skład atmosfery, lasy uczestniczą w obiegu wody, mikroorganizmy przetwarzają materię, a oceany pochłaniają ciepło i dwutlenek węgla. Gaja może być więc obrazem Ziemi jako złożonego systemu, a nie kolekcji niezależnych elementów.
Zmiana w jednym miejscu potrafi uruchomić procesy daleko poza nim. Wylesianie wpływa na wodę i klimat, ogrzewanie oceanów zmienia warunki życia morskich organizmów, a utrata gatunków może osłabiać zależności, których znaczenia jeszcze dobrze nie rozumiemy.
Ochrona otaczającego nas środowiska nie sprowadza się w tej perspektywie do zachowywania ładnych widoków. Dotyczy warunków, od których zależą woda, żywność, gospodarka i nasze codzienne życie.
Wspólne pastwisko i granice planetarne
Do opisania sposobu, w jaki korzystamy z zasobów Ziemi, dobrze pasuje metafora wspólnego pastwiska.
Każdy użytkownik może wprowadzić na nie jeszcze jedno zwierzę. Dla niego oznacza to dodatkową korzyść, ale koszt pogarszającego się stanu pastwiska rozkłada się pomiędzy wszystkich. Jedna dodatkowa krowa nie zniszczy łąki. Jeżeli jednak tak samo pomyślą wszyscy, w pewnym momencie zabraknie trawy dla całego stada.
Podobnie korzystamy z zasobów planety. Firma może wydobyć kolejną tonę surowca, państwo zwiększyć produkcję, rolnictwo zużyć więcej wody i nawozów, a konsument kupić następną rzecz. Pojedyncza decyzja wydaje się niewielka, dopóki w podobny sposób nie zaczną działać miliardy ludzi, tysiące przedsiębiorstw i całe gospodarki.
Skala ludzkiej presji stała się tak duża, że czas, w którym żyjemy, opisuje się często jako antropocen, epokę człowieka. Człowiek zmienia klimat, oceany, krajobrazy, obieg wody oraz przepływy węgla, azotu i fosforu. Nasz wpływ objął cały system Ziemi i wyszedł poza zakres, w którym przez tysiące lat rozwijała się ludzka cywilizacja.
Przekroczyliśmy już siedem z dziewięciu granic planetarnych. Poza bezpiecznym zakresem znalazły się zmiana klimatu, stan biosfery, zmiany użytkowania lądów, obieg słodkiej wody, przepływy azotu i fosforu, wprowadzanie nowych substancji oraz zakwaszenie oceanów.
Nie wszyscy korzystają ze wspólnego pastwiska w takim samym stopniu i nie wszyscy ponoszą równą odpowiedzialność za jego stan. Skutków tej presji nie da się też zatrzymać po drugiej stronie granicy. Atmosfery nie można podzielić pomiędzy państwa, oceanów od siebie odłączyć, a stabilnego klimatu zarezerwować dla tych, którzy będą mogli za niego zapłacić.
Skazani na siebie
Sformułowanie, że jesteśmy skazani na siebie, może brzmieć jak opis kary. Tutaj oznacza zależność, której nie możemy unieważnić.
Żaden człowiek nie istnieje sam. Żadne państwo nie jest oddzielone od klimatu, obiegu zasobów i światowej gospodarki. Żaden gatunek nie żyje poza relacjami z innymi organizmami.
Możemy badać Marsa, wysyłać sondy poza Układ Słoneczny i szukać życia na odległych światach. Nie znamy jednak drugiego miejsca, w którym miliardy ludzi mogłyby żyć w warunkach podobnych do ziemskich. Nie mamy zapasowej atmosfery, drugiego oceanu ani gotowej biosfery.
Ziemia nie przestanie istnieć, jeżeli nadal będziemy przekraczać jej granice. Przetrwała uderzenia asteroid, zlodowacenia, erupcje i masowe wymierania. Stawką są warunki, do których przystosowali się ludzie i współczesne ekosystemy.
Wracam więc do fotografii Earthrise. Ponad szarym horyzontem Księżyca widać jeden niewielki, kolorowy świat. Nie ma na nim narysowanych państw ani osobnych atmosfer. Są Ziemianie.
Łukasz [Pająk], wlaczoszczedza.pl
Źródła:
NASA, Apollo 8: Earthrise
https://www.nasa.gov/image-article/apollo-8-earthrise/
NASA, Apollo 17: Blue Marble
https://www.nasa.gov/image-article/apollo-17-blue-marble/
NOAA, The Ocean
https://www.noaa.gov/jetstream/ocean
U.S. Geological Survey, Water Cycle
https://www.usgs.gov/water-science-school/water-cycle
National Institute of Environmental Health Sciences, Microbiome
https://www.niehs.nih.gov/health/topics/science/microbiome
NASA, How Are We Made of Star Stuff? We Asked a NASA Expert
https://www.nasa.gov/general/how-are-we-made-of-star-stuff-we-asked-a-nasa-expert-episode-58/
Nobel Prize, The Prize in Economic Sciences 2009 – Popular information
https://www.nobelprize.org/prizes/economic-sciences/2009/popular-information/
Planetary Health Check, Planetary Health Check 2025
https://www.planetaryhealthcheck.org/
📩 Zapisz się na newsletter
Chcesz być na bieżąco z ekologicznymi treściami? Dołącz do newslettera i otrzymuj artykuły, poradniki oraz darmowe materiały do pobrania prosto na swoją skrzynkę. Dzięki nim łatwiej wprowadzisz ekologiczne zmiany w swoim życiu.
☕ Wesprzyj portal
Każdy artykuł to godziny pracy i poszukiwania rzetelnych informacji. Jeśli cenisz to, co robię, możesz postawić mi wirtualną kawę albo zostać Patronem na Patronite. Twoja pomoc daje mi siłę, by rozwijać portal, a dobra, mocna kawa wcale nie jest taka zła.
