
Woda jest zasobem skończonym, podobnie jak ropa, a Polska jest jednym z najuboższych w wodę krajów UE. Jeśli nie zaczniemy zatrzymywać wody w krajobrazie, czekają nas podwyżki cen żywności, zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego państwa i problemy z dostępnością wody – alarmują eksperci.
Jak oceniają eksperci zajmujący się zasobami wodnymi, w Polsce od co najmniej dekady żyjemy na „wodnym kredycie” – odprowadzamy wodę z kraju szybciej, niż natura jest w stanie ją uzupełnić. Według ONZ próg „stresu wodnego” wynosi 1,7 tys. m3 wody na mieszkańca rocznie. W Polsce średnia to zaledwie 1,6 tys. m3, a w latach suchych wskaźnik ten spada do krytycznych 1,1 tys. m3. Dlatego nasz kraj jest uważany za jeden z najuboższych w wodę krajów Unii Europejskiej.
Z wodnym kredytem jest trochę jak z zadłużaniem budżetu. Gdy wydatki przekraczają dochody, zaczyna nam rosnąć dług, a im dłużej to trwa, tym dług robi się większy. (…) Taką sytuację mamy w ostatnich latach z bilansem wodnym Polski – pomimo długu ciągle zaciągamy kredyt, a pojedyncze bardziej mokre miesiące nie zerują go.
komentuje ekohydrolog Sebastian Szklarek
Do powiększania się kredytu wodnego Polski przyczyniają się zarówno zmiana klimatu, jak i popełniane od dziesięcioleci błędy w magazynowaniu i gospodarowaniu wodą. Zamiast zatrzymywać wodę, stworzyliśmy ogólnokrajowy system przypominający dziurawe wiadro. Zmiana klimatu pogłębia deficyt wody poprzez wzrost temperatur i parowania oraz destabilizację cyklu opadów – gwałtowne ulewy spływają po spieczonej ziemi, nie zasilając wód podziemnych i niosą ryzyko powodzi błyskawicznych. Mimo mroźnej ostatniej zimy, niskie sumy opadów nie odbudowały naszych zasobów.
Dodatkowo, przez sieć rowów melioracyjnych i wyprostowane rzeki tracimy w naszym kraju bezpowrotnie zdecydowaną większość wody z opadów.
Polska jest pocięta siecią rowów melioracyjnych o szacowanej długości 250-320 tys. km. Eksperci określają je jako „autostrady dla suszy”. Systemy te, zaprojektowane dawniej jako dwukierunkowe, nawadniająco-odwadniające, na skutek braku właściwej konserwacji od dekad przyczyniają się do osuszania terenów podmokłych i bez przerwy drenują grunt, drastycznie wysuszając lasy oraz pola.
Ponadto, ponad 85% bagien w Polsce zostało osuszonych, co zniszczyło naturalne magazyny służące do zatrzymywania miliardów metrów sześciennych wody w krajobrazie. Niezniszczone polskie torfowiska i doliny rzeczne magazynowały znacznie więcej wody niż nasze jeziora. Niestety, z uwagi na ich osuszanie, wartość ta stale maleje.
Polska magazynuje wodę głównie w sztucznych zbiornikach retencyjnych, w ten sposób zatrzymujemy około 7% wody opadowej. Nie jest to jednak najlepsza metoda, bo obniżenie terenu ściąga wodę z okolicy, przyczyniając się do osuszania gleby, a woda z otwartych zbiorników paruje szybciej. Większość pozostałych 93% wody opadowej szybko odpływa rowami i rzekami do Bałtyku, zamiast zasilać gospodarkę w okresach suszy.
Większość rzek i zbiorników wodnych w naszym kraju nie spełnia wymogów Ramowej Dyrektywy Wodnej UE, a 14,5% zasobów wodnych znajduje się pod presją środowiskową. Wyprostowane, wybetonowane i pogłębione koryta polskich rzek działają jak rynny, którymi woda spływa bardzo szybko, ma większą energię i podczas wezbrania – zamiast tworzyć cenne rozlewiska – stwarza ryzyko powodzi oraz zniszczeń. Regulacja prowadzi też do erozji dennej rzeki, dno obniża się coraz bardziej i ściąga wodę z otaczających terenów.
Co więcej, nadmierne uszczelnianie asfaltem i betonem terenów zamieszkałych sprawia, że deszcz zamiast wsiąkać w glebę, przeciąża kanalizację i powoduje podtopienia infrastruktury. Ponadto brak wody w krajobrazie miejskim potęguje zjawisko tzw. wysp ciepła.
Życie na „wodny kredyt” prowadzi do destabilizacji kluczowych sektorów gospodarki. Susza już dziś generuje poważne koszty dla polskiego rolnictwa.
Obecnie, średnia roczna wartość strat spowodowanych suszą w Polsce przekracza 3 mld zł. W niektórych latach sięgała nawet 11 mld zł. Bez skutecznych odpowiedzi na obecne klimatyczne i strukturalne wyzwania dla rolnictwa, do 2050 r. spadki plonów na poziomie 16-20% mogą systematycznie dotykać rolników. Już wkrótce susze regularnie mogą dotykać od 65 do 80% użytków rolnych. Oznacza to, że dotąd rekordowe straty rzędu 10-11 mld zł rocznie mogą stać się nową normą. Zdaniem Wrony byłoby to ogromne obciążenie ekonomiczne dla rolników i finansów publicznych.
mówi starsza analityczka z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki Adrianna Wrona
Niedobory wody zwiększają ryzyko blackoutów energetycznych. Energetyka węglowa potrzebuje 3-4 m3 wody na każdą 1 MWh energii. Przy niskim stanie rzek (np. Wisły) elektrownie – takie jak Kozienice czy Połaniec – muszą ograniczać moc, co grozi przerwami w dostawie prądu. Dodatkowo, podgrzana woda z chłodzenia elektrowni zrzucana prosto do rzek pogarsza jeszcze bardziej warunki termiczne w rzece, stwarzając istotne zagrożenie dla życia biologicznego ekosystemu wodnego.
Dodatkowo, pojawia się ryzyko przerw w dostawie wody czy spadek ciśnienia w kranie. Doświadczyli tego w 2019 roku mieszkańcy Skierniewic w czasie fali upałów. Latem 2025 roku blisko 150 gmin wprowadziło zakazy podlewania (kary do 5000 zł).
Niskie stany wód przyczyniają się także do pogarszania jakości wody, ponieważ woda spływająca z nawożonych pól uregulowanymi rzekami pozbawionymi roślinności nie jest w stanie sama się oczyścić. Prowadzi to do zwiększenia ładunków zanieczyszczeń w Bałtyku i do rozwoju toksycznych glonów oraz ograniczenia czasu letnich kąpieli.
Dr Urszula Biereżnoj-Bazille, specjalistka ds. ponownego uwodnienia torfowisk z Centrum Ochrony Mokradeł, podkreśla, że woda jest zasobem strategicznym i jednocześnie skończonym, jak ropa.
Musimy dbać o nią, czyli musimy ją magazynować, dbać o jej czystość i zrównoważone zużycie, a także o powszechną dostępność.
ocenia ekspertka
Według niej rozwiązaniem jest stworzenie modelu ”gąbki”, w tym m.in. odtwarzanie naturalnych magazynów wody, jakimi są torfowiska. Są to bowiem najtańsze i najefektywniejsze magazyny wody, które jednocześnie schładzają lokalny mikroklimat i działają jak filtry, oczyszczając wodę z zanieczyszczeń. Część z osuszonych torfowisk w kraju da się ponownie uwodnić. Kolejną ważną kwestią jest remeandryzacja rzek i faktyczne ograniczenie prac hydrotechnicznych w dolinach.
Zatem zatrzymujmy wodę tam, gdzie spada, blokując rowy i kanały, renaturyzując rzeki.
przekonuje Biereżnoj-Bazille
Ratunkiem jest też odejście od betonowej hydrotechniki na rzecz naturalnej retencji krajobrazowej. Miasta muszą „pić” wodę, a nie ją spłukiwać, podkreślają specjaliści. Ogrody deszczowe, zielone dachy i nawierzchnie przepuszczalne pozwalają zatrzymać deszczówkę w miejscu opadu, co generuje oszczędności i chroni przed zalaniami.
Konieczne są działania systemowe. Zamiast przeznaczać środki na odszkodowania suszowe, powinniśmy uodparniać rolnictwo na okresy bez opadów. Przede wszystkim powinniśmy dbać o retencję wody w glebie. Potrzebne są atrakcyjne płatności dla rolników, które pozwolą pokryć koszty niezbędnych prac, na przykład budowy zastawek na rowach i wynagrodzą rolnikom podnoszenie poziomu wody na swoich gruntach z korzyścią dla nas wszystkich.
podsumowuje specjalistka ds. rolnictwa z Centrum Ochrony Mokradeł Aleksandra Leszczyńska
źródło: naukawpolsce.pl
📩 Zapisz się na newsletter
Chcesz być na bieżąco z ekologicznymi treściami? Dołącz do newslettera i otrzymuj artykuły, poradniki oraz darmowe materiały do pobrania prosto na swoją skrzynkę. Dzięki nim łatwiej wprowadzisz ekologiczne zmiany w swoim życiu.
☕ Wesprzyj portal
Każdy artykuł to godziny pracy i poszukiwania rzetelnych informacji. Jeśli cenisz to, co robię, możesz postawić mi wirtualną kawę albo zostać Patronem na Patronite. Twoja pomoc daje mi siłę, by rozwijać portal, a dobra, mocna kawa wcale nie jest taka zła.
