
Działalność prehistorycznych rolników sprzyjała pożarom lasów – mówi dr Alicja Bonk Uniwersytetu Gdańskiego. W zapisach geologicznych widać też wyraźne ślady pożarów naturalnych. Naukowczyni uczestniczyła w badaniach osadów sięgających 13 tys. lat wstecz.
Wyniki badań polskich naukowców z Uniwersytetu Gdańskiego (UG) i Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM) ukazały się w serwisie Science Direct holenderskiego wydawnictwa akademickiego Elsevier.
Dr Alicja Bonk z Katedry Geomorfologii i Geologii Czwartorzędu na Wydziale Oceanografii i Geografii Uniwersytetu Gdańskiego wraz z współautorami pracy rekonstruowała proces spalania roślinności w okolicach Jeziora Gorzyńskiego w Wielkopolsce.
Chcieliśmy sprawdzić, czy w ciągu ostatnich 13 tys. lat. zachodziły tam wtedy zmiany trendów, czy pojawiające się pożary wiązały się ze zmianami klimatu lub z działalnością człowieka.
wyjaśnia badaczka
Autorzy wykorzystali rocznie laminowane osady jeziorne (warwowe), czyli takie, w których poszczególne warstwy odpowiadają kolejnym latom kalendarzowym. W najprostszym ujęciu jeden rok składa się z jasnej i ciemnej laminy, a ich liczenie pozwala bardzo precyzyjnie odtwarzać chronologię wydarzeń.
Dzieląc osad na plastry centymetrowej grubości, mogliśmy określić zmianę roślinności, ilość pożarów, a także – używając technik geochemicznych – zmiany środowiska.
opisuje dr Bonk
W przypadku Jeziora Gorzyńskiego 13 tys. lat zapisało się w osadach o miąższości ponad 10 m. Współautorka pracy przeanalizowała 1046 próbek.
Węgiel drzewny, znajdowany często w jeziorach, torfowiskach lub glebach, jest bezpośrednim dowodem na spalanie biomasy, czyli występowanie pożarów. Mikrowęgle, które są mniejsze niż 100 mikrometrów, wskazują na pożary w ujęciu regionalnym, ponieważ cząstki są na tyle małe, że mogą przemieszczać się na duże odległości. Z kolei makrowęgle, większe niż 100 mikrometrów, reprezentują pożary lokalne, występujące bliżej miejsca depozycji. W badaniach zanalizowaliśmy oba typy.
tłumaczy naukowczyni
Badania osadów z Jeziora Gorzyńskiego na Pojezierzu Poznańskim objęły cały holocen (czyli epokę, w której żyjemy, a która rozpoczęła się 11,7 tys. lat temu) i późny plejstocen (okresy Allerod, który trwał ok. 800 lat, i ok. dwustuletni młodszy dryas). Zdaniem dr Bonk tak długa ciągłość rocznie laminowanych osadów jeziornych to rzadkość w skali europejskiej.
Zmiany roślinności można uchwycić nawet przy mniejszej rozdzielczości badań. Ale pożary to zjawiska epizodyczne, gwałtowne i krótkotrwałe, więc jeśli pominiemy jakieś warstwy osadu, możemy je przegapić. Dlatego kluczem było szczegółowe przebadanie całego rdzenia.
zaznacza dr Bonk
Badacze wykonali też analizę palinologiczną, czyli badanie obecności pyłku [AB1.1] roślin, by odtworzyć szatę roślinną.
Dzięki temu udało nam się uchwycić moment pojawienia się zbóż, a to dowód na rozpoczęcie działalności rolniczej człowieka. Zapis wyraźnych pyłków zbóż pojawia się w profilu dopiero około 1500 lat temu, ale podejrzewamy, że wczesne grupy mezolityczne oraz kultury neolityczne działały na tym terenie dużo wcześniej.
ocenia przedstawicielka UG
Współautor pracy archeolog prof. Jakub Niebieszczański z UAM wykorzystał w badaniach Archeologiczne Zdjęcie Polski (AZP), czyli zestawienie wszystkich odkrytych stanowisk archeologicznych. Na jego podstawie zidentyfikował przedmioty z okolic jeziora, datowane m.in. na ok. 6 tys. lat temu, czyli pochodzące głównie ze środkowego neolitu (ok. 4,5-6 tys. lat temu).
To właśnie od czasu kultur środkowego neolitu w osadach jeziornych zaznacza się wzrost częstości pożarów, co sugeruje, że ludzie zaczęli wtedy intensywnie przekształcać środowisko.
zauważa naukowczyni
Podkreśla, że na badanym terenie często występowały pożary naturalne, zwłaszcza, kiedy klimat był chłodny i suchy. Później, właśnie ok. 6 tys. lat temu, pojawiły się pożary związane z działalnością człowieka. Ludzie zaczęli przygotowywać wówczas obszary pod uprawę, stosując tzw. gospodarkę żarową (slash and burn), która polega na wycince lasu i wypalaniu pozostałych pni lub korzeni. Ta pierwotna metoda jeszcze dziś jest często stosowana w rejonach o niskim uprzemysłowieniu, na przykład w krajach Azji Południowo-Wschodniej takich jak Laos albo Filipiny. W Polsce od 1 stycznia 2026 roku kara za wypalanie traw może wynieść 30 tys. zł.
Taka gospodarka była efektywna na krótką metę, ale wyjaławiała glebę. Dlatego prehistoryczni rolnicy porzucali wyeksploatowane pola i przenosili się na kolejne, na których od nowa wycinali i wypalali las. Stąd brała się wysoka częstość pożarów.
mówi dr Bonk
Naukowców zaskoczyło, że w osadach z ostatniego stulecia widać zdecydowany spadek ilości pożarów lasów w tym regionie – zarejestrowali jedynie dwa takie epizody. Zdaniem badaczy wynika to głównie ze stosowania współczesnej gospodarki leśnej, która zapobiega pożarom i daje możliwości szybkiego ich gaszenia.
Nasze badania dowodzą, że lasy strefy umiarkowanej zawsze się paliły – jest to proces naturalny. Wyjątkową wartością naszej pracy jest skala czasowa sięgająca ponad 13 tys. lat, przebadana w ogromnej rozdzielczości, co pozwoliło nam uchwycić szczegóły, które w starszych badaniach mogły umykać. Znaleźliśmy też wyraźny dowód na to, jak wcześnie człowiek zaczął ingerować w lasy i je przekształcać.
podsumowuje dr Alicja Bonk
Zaznacza jednak, że obecne zmiany klimatyczne, a zwłaszcza przeciągające się susze sprzyjają pożarom. Według raportu Lasów Państwowych w latach 2024-2025 paliło się średnio ok. 350 h lasu w Polsce, a to niewiele w skali europejskiej. Ale od początku 2026 roku odnotowano ponad 2 tys. pożarów lasów.
źródło: naukawpolsce.pl, Anna Bugajska
📩 Zapisz się na newsletter
Chcesz być na bieżąco z ekologicznymi treściami? Dołącz do newslettera i otrzymuj artykuły, poradniki oraz darmowe materiały do pobrania prosto na swoją skrzynkę. Dzięki nim łatwiej wprowadzisz ekologiczne zmiany w swoim życiu.
☕ Wesprzyj portal
Każdy artykuł to godziny pracy i poszukiwania rzetelnych informacji. Jeśli cenisz to, co robię, możesz postawić mi wirtualną kawę albo zostać Patronem na Patronite. Twoja pomoc daje mi siłę, by rozwijać portal, a dobra, mocna kawa wcale nie jest taka zła.
