Różne podejścia i sposoby entomologów na inwazję azjatyckich biedronek

Różne podejścia i sposoby entomologów na inwazję azjatyckich biedronek
Pixabay / @ Brett_Hondow

Zdaniem dra hab. Stanisława Czachorowskiego z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, żeby pozbyć się biedronek z okien w blokach, warto stworzyć im warunki do funkcjonowania w przestrzeni miejskiej. Na przykład zawieszając wysoko domki dla owadów, skonstruowane tak, by miały dużą ilość szczelin. Naukowiec jest też zwolennikiem pozostawiania w miastach wysokich drzew z dziuplami, w których mogą ukryć się rodzime gatunki owadów.

Zdecydowanie odradza wciąganie biedronek odkurzaczem i stosowanie oprysków chemicznych.

Nie ma plagi biedronek. Biedronki azjatyckie, podobnie jak nasze siedmiokropki i inne rodzime gatunki, naturalnie gromadzą się jesienią, aby przetrwać zimę. Dzięki tendencjom skupiskowym skutecznie odstraszają swoim czerwonym kolorem drapieżniki, komunikując, że są trujące i niesmaczne jednocześnie

wyjaśnia entomolog, prof. Stanisław Czachorowski

Entomolog wyjaśnia, że wszystkie biedronki zwabiają się nawzajem zapachem, bo łatwiej jest im przetrwać zimę w gromadzie. W naszej pamięci kulturowej nie ma jednak skupisk biedronek, które wchodziłyby w szpary między naszymi oknami. To typowe dla biedronki azjatyckiej, której nasze wysokie bloki „przypominają” skały. Azjatka jest liczniejsza, dlatego na jej skupiska zwracamy szczególną uwagę.

Jest to coś nowego, zatem budzi nasz strach. Nie ma się jednak co bać, biedronka azjatycka nie jest groźna. Nie jest też jadowita; ma małe żuwaczki i nawet, kiedy przyciśnięta uszczypnie naszą skórę i pozostawi wydzielinę zwaną hemolimfą, to nie może zrobić człowiekowi krzywdy. Po ugryzieniu zdarzają się odczyny alergiczne, ale nie są one tak groźne, jak np. w przypadku szerszeni.

przekonuje popularyzator entomologii, czyli nauki o owadach.

Zdaniem naukowca biomasa owadów spada, dlatego odzwyczailiśmy się od nich i mamy zaburzony kontakt z przyrodą. Kierowcy zwracają uwagę, że coraz mniej owadów ginie na szybach samochodów podczas podróży. Ponadto jesteśmy genetycznie jesteśmy uwarunkowani na wstręt wobec owadów. Dr hab. Czachorowski proponuje, by nie ulegać takim instynktom i nie zabijać owadów „profilaktycznie”, ponieważ potem czynna ochrona jest bardzo kosztowna. Naukowiec podaje przykład Niemiec, gdzie na ochronę owadów w tym roku przeznaczono 100 milionów euro.

Jeśli nie chcemy biedronek w naszych domach, to stwórzmy im ich warunki do życia w mieście. Skoro budujemy hotele dla owadów z myślą o owadach zapylających, możemy również wieszać specjalne domki dla biedronek na wzór domków dla motyli. Kiedyś owady mogły chować się na strychach, pod belkami dachowymi, w szparach. Dziś nasze poddasza są wysprzątane i zamknięte. Dlatego musimy stworzyć owadom siedliska w parkach, w starych prochniejących drzewach, w szyszkach i liściach.

wylicza entomolog

Za prawdziwą plagę uważa nie biedronki, ale grabienie liści w miastach. Według niego, pozostawienie ich w parkach mogłoby być dla owadów tym, czym dla bezdomnych ludzi są noclegownie.

Jak tłumaczy dr hab. Czachorowski, biedronka azjatycka stała się częścią naszego środowiska, choć rzeczywiście jest gatunkiem niebezpiecznym dla naszej biedronki, a to za sprawą pasożyta żyjącego wewnątrz jej organizmu. Pasożyt ten, bezpieczny dla niej samej, zabija nasze rodzime biedronki.

Biedronka azjatycka ma zatem ukrytą broń biologiczną i funkcjonuje w środowisku podobnie jak Europejczycy, którzy pojechali do Ameryki Południowej i zawieźli tam swoje choroby. W konkurencji z naszymi biedronkami jest bardziej ekspansywna, ale nie musiała się rozpychać łokciami. Jest jeszcze inna możliwość – po prostu tak zniszczyliśmy przyrodę, że skorzystała z okazji i weszła w pustkę pustkę ekologiczną.

mówi naukowiec

Biedronka azjatycka od stu lat była wykorzystywana jako biologiczny środek zwalczania mszyc. Był to owad pożyteczny hodowany najpierw w Stanach potem przeniesionego do Francji. Pod koniec XX wieku przypadkowo uciekła z hodowli. Do Polski przybyła z Zachodu, choć wcześniej obserwowano ją na Ukrainie i Białorusi.

Jeśli chcemy pomóc naszym biedronkom w konkurencji z biedronką azjatycką, to dbajmy o nasze gatunki. Pamiętajmy też, że i nasze biedronki siedmiokropki są gatunkami obcymi, inwazyjnymi – na przykład w Nowej Zelandii, dokąd woziliśmy je dla obrony roślin przed mszycami. Czy tego chcemy, czy nie, biedronka azjatycka u nas zostanie. Przygarnijmy tych kilka biedronek – krzywdy nam nie zrobią, a mogą stać się tematem do badań nad zmiennością genetyczną i gatunkową.

tłumaczy badacz

Podkreśla, ze biedronki mają dużą różnorodność ubarwienia (nazywa się to polimorfizmem), liczba ich odmian jest bardzo duża. Niektóre są całe czarne, inne w ogóle nie mają kropek, niektóre są roślinożerne, grzybożerne albo drapieżne. Dr hab. Czachorowski podkreśla również rolę edukacji w ochronie przyrody i zachęca młodzież do tego, żeby poznawać biedronki, zamiast w panice zabijać je środkami chemicznymi, niszcząc przy okazji wiele innych gatunków owadów.

Trudno lubić biedronki azjatyckie

Naukowiec prof. dr hab. Stanisław Ignatowicz z Zakładu Entomologii Stosowanej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie jest przeciwny myśleniu o biedronkach azjatyckich jako o pożytecznych, zjadających mszyce.

Jego zdaniem mamy prawo, a nawet powinniśmy pozbywać się tych biedronek z mieszkań, w trosce o własne zdrowie, jak też o biedronki siedmiokropki, dwukropki, oczatki i inne rodzime gatunki.

Biedronka azjatycka to gatunek obcy, inwazyjny, który zabiera pokarm i niszę środowiskową naszym biedronkom. Wypiera je z ich naturalnych stanowisk dzięki znacznie większej płodności, i poprzez agresywne zachowanie larw, które atakują larwy polskich biedronek. Dorosłe osobniki, choć drapieżne wobec pokrewnych gatunków, są również wegetarianami: żywią się owocami. Wyobraźmy sobie produkcję wina, gdy biedronki wchodzą do wnętrza owoców i winogrona psują się przez rozkładające się w nich ciała.

mówi naukowiec

Jak zaznacza, biedronek azjatyckich nie można zwalczać w naturze, w okresie wegetacji roślin, ponieważ każdy zabieg chemiczny będzie śmiertelny również dla innych owadów, w tym biedronek rodzimych. Dlatego prof. Ignatowicz zaleca takie działania właśnie jesienią, kiedy biedronki zbierają się w gromady i wnikają do mieszkań. Uspokaja, iż nie ma możliwości pomylenia inwazyjnej biedronki z gatunkami rodzimymi, ponieważ tylko „azjatka” masowo szturmuje nasze okna.

Biedronki skupiają się w dużych ilościach dzięki substancji zapachowej zwanej feromonem agregacyjnym. Wydzielając ten feromon biedronka komunikuje innym – „chodźcie, tu jest fajnie” – w ten sposób zbiera wokół siebie inne osobniki.

Ponadto biedronki wydzielają inne substancje, m.in. żółty płyn zawierający dwa silne alergeny HARA1 i HARA2. Jeżeli uszkodzimy biedronkę i dotkniemy tej gorzkiej wydzieliny, a potem potrzemy dłonią oczy lub usta, mogą pojawić się objawy alergiczne. Osobom bardzo wrażliwym może zaszkodzić samo oddychanie powietrzem, w którym unoszą się suche cząstki tej wydzieliny.

mówi naukowiec

Prof. Ignatowicz zastrzega, że biedronka sama z siebie nie atakuje człowieka i nie wchodzi na naszą skórę po to, żeby „ugryźć”. Zdarza się to tylko wtedy, gdy zostaje delikatnie przygnieciona.

Aby zapobiec gromadzeniu się biedronek w naszych mieszkaniach, profesor zaleca stosowanie zabiegów chemicznych na elewacje bloków, uszczelnienie szpar i ram okiennych, a także proste odkurzanie. Jeśli ktoś zdecyduje się na tę metodę zwalczania intruzów – musi pamiętać o wyniesieniu worka odkurzacza poza dom, ponieważ biedronki mogą uwolnić się stamtąd i ponownie rozprzestrzenić w mieszkaniu.

Niestety, nie pozbędziemy się już biedronek azjatyckich ze środowiska. Spotkało nas nieszczęście (mówię tak, bo jestem za rodzimymi biedronkami) i będziemy musieli się zastanowić, jak wspomagać rodzime gatunki i co robić, żeby ten obcy nie spowodował ich wyginięcia. To wspaniały temat badawczy na przyszłość dla młodych naukowców. Być może w przyszłości będziemy musieli założyć hodowlę naszych biedronek i systematycznie uwalniać je do środowiska.

sugeruje prof. Ignatowicz

Biedronka, z uwagi na swój gorzki smak, nie ma wielu naturalnych wrogów. Być może jednak natura sama poradzi sobie z inwazją „azjatki”. Entomolog nie wyklucza, że któryś z rodzimych pająków może się do niej przekonać.

Podobnie stało się w przypadku motyla szrotówka kasztanowiaczka, niszczącego europejskie kasztanowce. Dawniej nie miał on wrogów, obecnie jest pokarmem dla wielu drapieżnych i pasożytniczych gatunków. Profesor zaznacza jednak, że natura musi być mocna sama w sobie, a my ją osłabiamy ociepleniem klimatu i naszą działalnością.

źródło: naukawpolsce.pl

Zostaw proszę komentarz

Przewiń do góry
X