Naukowcy i ekolodzy są przerażeni. Prezydent Andrzej Duda ratyfikował porozumienie o budowie wodnych autostrad
Flickr / @ Babij / Public Domain Mark 1.0

Prezydent Andrzej Duda ratyfikował porozumienie o budowie tzw. wodnych autostrad. Przewiduje ono wytyczenie sieci dróg wodnych łączących Polskę m.in. z Odessą, Kłajpedą i Antwerpią. Naukowcy i ekolodzy są przerażeni. Jeżeli rząd zatwierdzi specustawę w tej sprawie, szykuje nam się pogrom na niespotykaną skalę.

Efektem przystąpienia do konwencji ma być budowa trzech tzw. wodnych autostrad

  • E30 – to droga wodna od Świnoujścia, poprzez Odrę, sięgająca do Dunaju w Bratysławie – a więc łącząca Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym
  • E40 – to droga która biegnie od Gdańska Wisłą do Warszawy i potem Bugiem w kierunku naszej wschodniej granicy, potem Dnieprem do Morza Czarnego, aż do Odessy
  • E70 – to droga która połączy Antwerpię i Rotterdam z Kłajpedą ‒ poprzez Polskę, Odrą, Wartą, Notecią, Wisłą, Zalewem Wiślanym aż do portu w Kłajpedzie

Prezydent Andrzej Duda stwierdził, że budowa dróg wodnym jest przedsięwzięciem cennym zarówno z ekonomicznego, jak i ekologicznego punktu widzenia. Uważa, że transport rzeczny jest tańszy i bardziej korzystny dla środowiska naturalnego.

Tymczasem naukowcy z Polskiej Akademii Nauk alarmują, że przebudowa koryt rzek, aby dostosować je do żeglugi śródlądowej oznacza dewastację wód i dolin, w których leżą rzeki. Uważają, że proponowane zmiany zagrażają funkcjonowaniu sieci obszarów chronionych Natura 2000 na terenie kraju. Znacząco upośledzają również możliwości pełnienia przez doliny rzeczne istotnych funkcji ekosystemowych. Oznacza to nie tylko straty środowiskowe, ale i wymierne straty ekonomiczne, które powinny zostać uwzględnione w rzetelnym rachunku kosztów i zysków wynikającym z realizacji programu.

Cały projekt wart jest 70 do 90 mld złotych. Według prezydenta zysk wyniesie 300 mld, a ten niematerialny, ekologiczny, będzie znacznie większy. Będzie to m.in. odciążenie transportu drogowego, w tym sieci autostrad i dróg ekspresowych, mniejsza emisja CO2. Według dr Przemysława Nawrockiego z PAN będzie dokładnie odwrotnie. Zyski dla środowiska mają być minimalne, a straty w przyrodzie nie do odrobienia.

Według niego Polska jest w zupełnie innej sytuacji niż inne państwa, sygnatariusze tej konwencji. Polska ma na swoim terenie wspaniałe, żywe przyrodniczo rzeki, które ponadto są o wiele mniejsze niż u naszych wschodnich i zachodnich sąsiadów. Holendrzy, Niemcy i Francuzi, którzy wszystkie koryta mają od dawna wyregulowane, nie mają już czego chronić, a Polacy tak.

Doktor Nawrocki długo wylicza miejsca, które zostaną bezpowrotnie zniszczone. Warszawiacy mogą zapomnieć o ścieżce przyrodniczej nad Wisłą, rezerwatach, gdzie lęgną się rybitwy i mewy. W swoich dzikich fragmentach Odra będzie musiała mieć wyrównane zakręty, zbyt ostre dla żeglugi. Zdegradowany zostanie też Bug z jego bezcenną florą i fauną.

Realizacja tych planów spowoduje nieodwracalne zniszczenie 1200 kilometrów unikatowych na skalę Europy wielkich rzek i ich dolin. Budowa infrastruktury rzecznej spowoduje wymarcie największych krajowych populacji lęgowych tych gatunków ptaków, dla których miejscem lęgów są piaszczyste wyspy wiślane i strome brzegi. Zaprzepaszczone zostaną także prowadzone od wielu lat programy odtworzenia populacji ryb wędrownych w dorzeczu Wisły i Odry.

Przeciwko konwencji protestują liczne organizacje ekologiczne, m.in. Fundacja WWF, Greenmind i Centrum Ochrony Mokradeł.

WWF ponadto swoją coroczną akcję Godzina dla Ziemi w tym roku dedykował Wiśle. Na stronie godzinadlaziemi.pl zachęca do podpisania petycji w obronie naturalnego krajobrazu i przyrody najdłuższej z polskich rzek.

Według WWF rząd, zamiast na rzeki, powinien przenieść transport drogowy na tory. Infrastruktura kolejowa jest już gotowa, a wykorzystywane jest jedynie 10% jej możliwości. Postawienie na żeglugę rzeczną ograniczy emisję gazów cieplarnianych wytwarzanych przez transport samochodowy o zaledwie 1-1,5 %.

źródło: materiały prasowe

Dodaj komentarz