Zmiany klimatu w Arktyce widać gołym okiem

Zmiany klimatu w Arktyce widać gołym okiem
Pixabay / @ Irie_Sunset

Zmiany klimatu, wynikające z jego ocieplenia, są zauważalne gołym okiem – mówi Krzesimir Tomaszewski, kierownik 48. Wyprawy Polarnej do Polskiej Stacji Polarnej w Arktyce. Przez ostatnie dwa lata sąsiedni lodowiec w niektórych miejscach zmalał nawet o 3 metry.

To jest dosyć niesamowite i niestety zauważalne gołym okiem, ponieważ na poprzedniej wyprawie całorocznej byłem dosyć niedawno – w czerwcu 2024 roku wróciłem z niej – i wystarczyło naprawdę tak niewiele czasu, żeby już mieć obraz tego, jak to się zmienia, gdzie w niektórych miejscach lód na niektórych lodowcach w tak krótkim czasie, bo to naprawdę są dwa lata, zmniejszył swoją wysokość o 3 metry.

zauważa hydrochemik

Dodaje, że inny uczestnik wyprawy, który ostatnio na stacji był 10 lat temu, opowiadał, że od tamtego czasu czoło jednego z badanych lodowców cofnęło się o setki metrów.

To można liczyć w setkach tysięcy ton lodu, który wytopił się w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Mówi się, że klimat w Arktyce zmienia się, a w zasadzie ociepla się osiem razy szybciej niż na pozostałych częściach naszej Ziemi – także można sobie zobrazować w głowie, jak to szalenie szybko postępuje.

podkreśka polarnik

To właśnie zbieranie danych, których analiza pomaga zaobserwować i zrozumieć zmiany klimatu, jest głównym zadaniem całorocznych wypraw polarnych do Polskiej Stacji Polarnej im. Stanisława Siedleckiego, prowadzonych od prawie pół wieku. Stacja znajduje się na terenie Parku Narodowym Południowego Spitzbergenu – w fiordzie Hornsund, na 77. stopniu szerokości geograficznej północnej, już za kołem podbiegunowym. Obecnie przebywają tam uczestnicy 48. Wyprawy Polarnej – wyprawy całorocznej, która trwa od czerwca ubiegłego roku.

Cały klimat tutaj to jest tundra. Nie mamy za dużo wysokiej roślinności. Głównie są to niskie trawy, porosty i mchy, gołe skały, lodowce. Klimat strasznie surowy, natomiast niesamowicie piękny, jak można sobie to wyobrazić. Mniej więcej trzy do czterech miesięcy w roku temperatury sięgają powyżej zera – jest to okres letni, jak my to nazywamy. Potem przychodzi zima i noc polarna. No i te i na sam koniec po nocy polarnej przychodzi wiosna, ten moment jest najpiękniejszy i najciekawszy w roku.

opowiada polarnik

Cała wyprawa liczy 16 osób i dzieli się na ekipę letnią (6 osób – od czerwca do września) i tzw. zimowników (10 osób), czyli osoby, które spędzają na stacji cały rok – od czerwca do czerwca. W wyprawach biorą udział nie tylko naukowcy, ale też m.in. technicy, kucharze, mechanicy, konserwatorzy czy informatycy. Jest też stała grupa prowadząca monitoring środowiskowy – meteorolodzy, geofizycy, oceanografowie i hydrochemicy.

Krzesimir Tomaszewski jest hydrochemikiem i na co dzień prowadzi w stacji hydrochemiczny monitoring, tzn. pobiera próbki wody, śniegu czy z pokrywy śnieżnej z lodowców i analizuje pod kątem zawartości różnych parametrów.

Typowy dzień polarnika na stacji trudno jednoznacznie opisać, bo to pogoda w praktyce wyznacza rytm pracy.

Zapytany o największe wyzwania funkcjonowania w tak ekstremalnym środowisku, wskazuje przede wszystkim na konieczność zmiany sposobu myślenia. Każde wyjście w teren wiąże się z realnym ryzykiem. Nie chodzi wyłącznie o niedźwiedzie polarne, choć są one głównym zagrożeniem, ale także o warunki atmosferyczne, bo suche, mroźne powietrze może prowadzić do odmrożeń.

Odnosząc się do zjawiska tzw. gorączki polarnej, czyli nieodpartej potrzeby powracania na kolejne wyprawy, Tomaszewski przyznaje z uśmiechem, że to straszna choroba, okropna.

Oczywiście wszystko zależy od człowieka. Ja zachorowałem na tę przypadłość, na tę „chorobę” od momentu, kiedy się tylko pojawiłem na w Arktyce. Jest to „okropna” przypadłość, ponieważ zrywa się ze swoim codziennym życiem w Polsce, z pracą dla niektórych od poniedziałku do piątku od 8 do 16, i przyjeżdża się tutaj na wyprawę – i nagle okazuje się, że bach, „choroba”. Co teraz zrobić ze swoim życiem po tej wyprawie? No chciałoby się tutaj wrócić. To jest miejsce tak unikalne, piękne i tak zapadające w serce, że chciałoby się aż tutaj nawet zamieszkać.

tłumaczy Tomaszewski

Przyznaje również, że teraz – w ostatnich miesiącach tej całorocznej wyprawy – czuje „rozdarcie duszy”, ponieważ z jednej strony zaczyna mu brakować polskiej codzienności, ale z drugiej, z tak magnetycznego miejsca wracać się nie chce.

źródło: naukawpolsce.pl, Agnieszka Kliks-Pudlik


📩 Zapisz się na newsletter
Chcesz być na bieżąco z ekologicznymi treściami? Dołącz do newslettera i otrzymuj artykuły, poradniki oraz darmowe materiały do pobrania prosto na swoją skrzynkę. Dzięki nim łatwiej wprowadzisz ekologiczne zmiany w swoim życiu.

Wesprzyj portal
Każdy artykuł to godziny pracy i poszukiwania rzetelnych informacji. Jeśli cenisz to, co robię, możesz postawić mi wirtualną kawę albo zostać Patronem na Patronite. Twoja pomoc daje mi siłę, by rozwijać portal, a dobra, mocna kawa wcale nie jest taka zła.

Przewijanie do góry