Na dnie Bałtyku zalegają setki tysięcy ton broni chemicznej. Kraje UE muszą jak najszybciej rozwiązać ten problem

Na dnie Bałtyku zalegają setki tysięcy ton broni chemicznej. Kraje UE muszą jak najszybciej rozwiązać ten problem
Pixabay / @ zahara / CC0

W Bałtyku zalegają setki tysięcy ton broni chemicznej i konwencjonalnej z czasów wojny, co stanowi zagrożenie dla tego akwenu. Kraje UE muszą podjąć kroki, rozwiązać ten problem.

W konferencji zorganizowanej przez Komisję Europejską, poświęconej broni zalegającej w europejskich morzach, uczestniczył między innymi prof. Jacek Bełdowski z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk.

Na dnie Bałtyku zalega około 40 tys. ton broni chemicznej i dużo więcej, być może nawet 500 tys. ton broni konwencjonalnej, która również jest toksyczna. Ma to negatywny wpływ na ekosystem.

tłumaczy prof. Jacek Bełdowski

W Europie problem z zatopioną bronią jest największy na Bałtyku, Adriatyku, Morzu Irlandzkim oraz wybrzeżu belgijskim, gdzie zalega broń chemiczna z okresu I wojny światowej. Na świecie są jednak akweny, gdzie broni na dnie jest znacznie więcej.

Na przykład Amerykanie na Pacyfiku zatopili ogromne ilości broni, w tym chemicznej, w pobliżu Hawajów. Jednak jest to ocean, woda jest bardzo głęboka, więc ten problem jest w związku z tym mniejszy.

podkreśla prof. Jacek Bełdowski

W Polsce badania na ten temat prowadzi Instytut Oceanologii PAN przy wsparciu Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Jak dotąd zrealizowane zostały trzy projekty europejskie i międzynarodowe, w których Instytut pełnił rolę lidera.

Obecnie realizowany projekt – Daimon – ma wymiar europejski i otrzymał wsparcie ze środków unijnych. Oprócz Polski zaangażowane są w niego Niemcy, Szwecja, Finlandia, Litwa i Rosja.

Badania te mają umożliwić oszacowanie, jakie ryzyko broń w Bałtyku stwarza dla środowiska – dla ryb, organizmów morskich i ludzi. Ekspert szacuje, że zagrożenie stanowi kilka procent broni zalegającej w morzu.

Nie da się wyciągnąć wszystkiego z dna Bałtyku, natomiast uważamy, że tylko część z tej broni jest niebezpieczna obecnie lub będzie niebezpieczna w przyszłości. Projekt Daimon ma zidentyfikować, która broń jest niebezpieczna i którą trzeba się zająć.

Badania mają pomóc ustalić, w jaki sposób problem ten rozwiązać.

To będzie szereg akcji, np. od potrzeby monitoringu, bo może ona np. zagrażać w przyszłości, aż po np. ograniczenie działalności człowieka w danym rejonie, czy wręcz wyciągniecie i zniszczenie tej broni. Decyzje będą podejmowały organy do tego uprawnione, my będziemy służyć radą.

mówi prof. Jacek Bełdowski

Dotychczas w Europie zajmowano się problemem broni konwencjonalnej. Ograniczało się to w większości przypadków do wysadzania jej na miejscu. Jeżeli chodzi o świat, to były przypadki, że wyciągano broń chemiczną z mórz oraz oceanów i niszczono. Takim przykładem jest Japonia, gdzie zrealizowano olbrzymi program oczyszczania wód portowych z amunicji chemicznej. Obecnie program realizowany jest w Chinach, gdzie Japończycy za swoje pieniądze wyciągają i niszczą broń chemiczną, która zrzucili tam w czasie II wojny światowej.

W Europie w latach 60. XX wieku Niemcy wyciągnęli kilka tysięcy ton broni chemicznej zrzuconej przez ich wojska na wodach duńskich w Małym Bełcie.

Wyciągnęli ją, zalali betonem i zatopili w Atlantyku. Nie było to niszczenie broni w nowoczesnym tego słowa znaczeniu

wyjaśnia Bełdowski

Zostaw proszę komentarz

Przewiń do góry
X