Inżynieria klimatyczna nie powstrzyma skutków globalnego ocieplenia
Pixabay / @ dimitrisvetsikas1969 / CC0

Nie mamy żadnej sprawdzonej metody inżynierii klimatycznej, która powstrzymałaby globalne ocieplenie i sztucznie sterowała klimatem. Jeżeli chcemy przetrwać  musimy lepiej wykorzystywać Słońce jako źródło energii i zmienić swoje nawyki.

Jednym z pomysłów na walkę z globalnym ociepleniem jest odcięcie części dopływu energii słonecznej do Ziemi. Miałoby to skutkować zmianą bilansu energetycznego naszej planety. Globalne ocieplenie spowodowane jest tym, że przy niemal niezmiennym dopływie energii promieniowania słonecznego, rosnąca w atmosferze zawartość gazów cieplarnianych utrudnia wypromieniowanie tej energii w kosmos. Fizyk atmosfery prof. Szymon Malinowski zwraca jednak uwagę, że takie podejście nie ograniczy ilości dwutlenku węgla (CO2) w atmosferze.

„To nie jest dobre rozwiązanie z tego powodu, że dwutlenek węgla – oprócz tego, że jest gazem cieplarnianym – ma pewne inne cechy – jest bezwodnikiem kwasu węglowego” – zaznaczył fizyk.

W przypadku pochłaniania zwiększonych ilości CO2 przez oceany dochodzi do zmiany odczynu wody która staje się mniej zasadowa, a bardziej kwaśna. Zaniechanie redukcji dwutlenku węgla już burzy równowagę ekosystemu morskiego, bo duża część zwierząt nie przystosuje się do nowych warunków.

„W związku z tym nawet, jeżeli zastosujemy inżynierię klimatyczną polegającą na zasłonięciu Słońca, czy to przez rozpylenie aerozoli, o czym się teraz zaczyna mówić, czy przez pewne zmiany własności chmur, czy przez rozmieszczenie na orbicie luster, które będą odbijały promieniowanie słoneczne, nie dotkniemy w ogóle tego drugiego problemu, który jest równie poważny” – zaznaczył Malinowski.

Innym sposobem na walkę z ociepleniem miałoby być usunięcie CO2 z atmosfery i magazynowanie go pod ziemią.

„To pomysł typu science fiction. Po co dwutlenek węgla usuwać, skoro to bardzo trudny proces? Lepiej przestać go emitować”- ocenia prof. Malinowski.

Zdaniem eksperta od zaprzestania emisji CO2 do atmosfery nie ma odwrotu, jeżeli chcemy zapobiec wyginięciu ludzkości.

„To jest ostatni dzwonek na podjęcie działań na wielką skalę – a nie czas na zastanawiania się, czy może lepiej byłoby, zamiast kupić wielkiego SUV-a, wybrać małą hybrydę, albo odmówić torebki foliowej w sklepie, w którą nam pakują żywność. W tej chwili potrzebne są na wielką skalę, skoordynowane na całym świecie zmiany systemowe, które spowodują gwałtowną redukcję emisji dwutlenku węgla do atmosfery w skali globu” – podkreślił.

Zwrócił uwagę, że w zasięgu ludzi jest energia produkowana przez Słońce.

„Gdyby powierzchnię równą powierzchni Warszawy pokryć aktualnie produkowanymi ogniwami fotowoltaicznymi, to produkcja energii elektrycznej w aktualnych warunkach, jakie są w Polsce, byłaby równa w ciągu roku produkcji energii ze wszystkich elektrowni, jakie mamy w kraju” – powiedział.

Możliwości technologiczne mogłyby także rozwiązać problem zapotrzebowania na energię zimą.

„Czasami nie jest nam potrzebna energia elektryczna, tylko wystarczy energia w postaci ciepła. Istniejące dziś technologie pozwalają np. zgromadzić dostatecznie dużą ilość ciepłej wody ogrzanej przez Słońce, by następnie wpuścić ją zimą do systemu ogrzewania miasta” – zaznacza Malinowski.

Profesor podkreślił także, że ludzie muszą zmienić nawyki.

„Szastamy energią na lewo i prawo. Tylko bardzo nieznaczna część tej energii, której używamy, wykonuje dla nas użyteczną prac. Znakomita większość energii jest wykorzystywana do spełniania naszych zachcianek, które tak naprawdę nie wpływają na jakość życia, natomiast podnoszą nam od czasu do czasu samopoczucie. Polecę sobie na wakacje samolotem, bo tanie linie lotnicze sprzedają w promocji bilety, albo wygodniej jest mi podjechać samemu samochodem 200 m po zakupy, niż przejść ten dystans piechotą. To jest to, co nas zabija, w sensie dosłownym zabija całą naszą cywilizację” – powiedział.

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl