Bez wiedzy o roślinach wprowadzamy coraz więcej gatunków obcych inwazyjnych

Bez wiedzy o roślinach wprowadzamy coraz więcej gatunków obcych inwazyjnych
Pixabay / @ hansbenn

Znajomość roślin, m.in. rejonu ich pochodzenia, to podstawa uprawiania ogrodu, nawet na poziomie hobbystycznym – podkreśla ogrodnik dr inż. Krzysztof Palot. Bez tej wiedzy nieświadomie wprowadzamy do naszego biosystemu gatunki obce inwazyjne, zagrażające rodzimej florze. I chociaż w ogródkach jesteśmy w stanie nad nimi panować, to po wydostaniu się do środowiska naturalnego rozrastają się bez kontroli .

Z doświadczenia eksperta wynika, że większość odmian albo gatunków, które obecnie są wprowadzane do polskich ogrodów, jest pochodzenia obcego.

Zdarza się, że są to gatunki inwazyjne, szybko się rozprzestrzeniające, przez co zagrażają naszemu biosystemowi.

zwraca uwagę dr inż. Krzysztof Palot z Centrum Edukacji Przyrodniczej Marcelin Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu

Jak przypomina, inwazyjność nie zależy od rejonu pochodzenia, ale charakteru – to termin obejmujący obce gatunki roślin, które w warunkach naturalnych szybko się rozrastają, rozmnażają, przemieszczają na większe obszary, zabierając wodę, składniki pokarmowe czy światło tym mniej „przebojowym”. Rośliny inwazyjne są więc dużo bardziej konkurencyjne w stosunku do tych słabszych.

Rodzime rośliny też mogą być posiadać cechy inwazyjne – to przykładowo brzoza brodawkowata – z tą różnicą, że rodzime gatunki nazywamy ekspansywnymi.

zaznacza ogrodnik

Jednym z najbardziej widocznych w Polsce inwazyjnych gatunków jest nawłoć kanadyjska.

Jest w sumie piękna i kolorowa w trakcie kwitnienia, ale bardzo inwazyjna. Innymi przykładami są: niecierpek, np. ten gruczołowaty albo drobnokwiatowy, rdestowiec japoński, barszcz Sosnowskiego (który może stanowić niebezpieczeństwo dla człowieka) albo bożodrzew gruczołowaty – ale to w ogóle jest roślina zakazana, której bez pozwolenia nie można uprawiać ani tym bardziej rozprzestrzeniać.

opowiada ogrodnik

Wskazuje też na popularne, zwłaszcza w ogródkach działkowych, drzewko sumak octowiec.

Podobnie jak bożodrzew, sumak octowiec rozprzestrzenia się odrostami korzeniowymi, które potrafią przemieszczać się nawet na kilkanaście metrów od rośliny matecznej. Może się więc zdarzyć, że u sąsiada, za płotem, pojawią się pączki, z których wyrośnie ta roślina. Zresztą nie bez powodu jest ona też nazywana „zemstą sąsiada” – sadzimy u siebie, a wyrasta obok. I nawet gdy u siebie ją zlikwidujemy, to obok trudno będzie to wyplewić.

mówi Krzysztof Palot

Przypomina też, że gatunki obce inwazyjnie nie tylko zakłócają rozrost rodzimym gatunkom, ale i wpływają na bioróżnorodność.

Inwazyjność obcych roślin musimy powiązać nie tylko z florą, ale i z fauną, z całym łańcuchem pokarmowym. Przecież jeśli dana roślina zniknie, a jest ona wyjątkowym pokarmem dla jakiegoś gatunku motyla, którego gąsienica tylko tam żeruje, to w tym momencie z biosystemu wypada też ten motyl. A potem również ptaki tracą pokarm i łańcuch zaczyna nam się zwyczajnie sypać.

tłumaczy ogrodnik

Pytany z kolei o wpływ obcych gatunków na zapylacze, Krzysztof Palot wskazuje na brak naukowej zgody w tym temacie, jednak przyznaje, że rodzime rośliny są o tyle korzystniejsze, że zapylacze przenoszą dalej właśnie te gatunki, a nie te obce.

Dlatego musimy znać się na roślinach, żeby świadomie nie wprowadzać gatunków ekspansywnych obcych. Zresztą zawsze będę podkreślał, że znajomość roślin to podstawowa rzecz, żeby je w ogóle zastosować. Stąd taka rola ogrodników czy architektów krajobrazu. Oczywiście, jeśli ktoś, kto sadzi sobie rośliny przy domu, czerpie wiedzę z internetu – to też jest w porządku, o ile zgłębia szczegóły, a nie tylko patrzy na wygląd zewnętrzny roślin.

wskazuje ekspert

Krzysztof Palot nawiązuje też do coraz popularniejszego generowania projektów ogrodów przez narzędzia sztucznej inteligencji.

Jeśli jest to projekt tylko dla koncepcji, to można się na nim oprzeć. Ale często te projekty to prawdziwy miszmasz – jest ładnie, kolorowo, ale np. mamy obraz z kwitnącymi równocześnie gatunkami, które w rzeczywistości kwitną w różnych okresach roku. Niedawno sam widziałam na projekcie kwitnące jednocześnie wiosenne żonkile i hiacynty – z liliowcem, czyli typowo letnią rośliną. Przecież to nigdy nie będzie tak wyglądało, takie rysunki nie odzwierciedlają rzeczywistości. Stąd ta konieczność chociaż podstaw wiedzy w tym temacie.

podsumowuje Krzysztof Palot

źródło: naukawpolsce.pl


📩 Zapisz się na newsletter
Chcesz być na bieżąco z ekologicznymi treściami? Dołącz do newslettera i otrzymuj artykuły, poradniki oraz darmowe materiały do pobrania prosto na swoją skrzynkę. Dzięki nim łatwiej wprowadzisz ekologiczne zmiany w swoim życiu.

Wesprzyj portal
Każdy artykuł to godziny pracy i poszukiwania rzetelnych informacji. Jeśli cenisz to, co robię, możesz postawić mi wirtualną kawę albo zostać Patronem na Patronite. Twoja pomoc daje mi siłę, by rozwijać portal, a dobra, mocna kawa wcale nie jest taka zła.

Przewijanie do góry