Z pomocą człowieka Jeziorsko stało się znów jednym z ważniejszych miejsc gniazdowania rybitw rzecznych w Polsce
Wikipedia / @ Lukasz Lukasik / CC BY SA 3.0

Ornitolodzy z Uniwersytetu Łódzkiego w ostatnich latach przywrócili kolonie lęgowe rybitwy rzecznej na zbiorniku Jeziorsko. Obecnie liczy ona ponad 200 par lęgowych, a naukowcy badają jak wygląda życie ptaków w takich skupiskach. Dr hab. Radosław Włodarczyk z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska UŁ przypomina, że rybitwa rzeczna to gatunek chroniony nie tylko w Polsce, ale również w całej Unii Europejskiej.

Naukowcy z Katedry Badania Różnorodności Biologicznej, Dydaktyki i Bioedukacji UŁ prowadzą badania nad rybitwą rzeczną na terenie zbiornika Jeziorsko. Przed laty ptak wycofał się ze zbiornika ze względu na zarośniecie płytkiej jego części wierzbą. W ostatnich latach naukowcom udało się jednak odtworzyć na tym terenie kolonie lęgowe rybitw.

„Podjęliśmy akcję czynnej ochrony, udało nam się uzyskać środki finansowe na zbudowanie sztucznych wysp i ku naszej radości w 2010 r. pierwsze rybitwy pojawiły się na zbiorniku, a teraz dzięki dalszym akcjom miejscowa kolonia liczy ponad 200 par” – podkreślił naukowiec.

W jego ocenie, jest to naprawdę duży sukces, gdyż praktycznie od zera udało się odtworzyć populację lęgową.

„Z pomocą człowieka Jeziorsko stało się znów jednym z ważniejszych miejsc gniazdowania rybitw rzecznych w Polsce” – dodał dr Włodarczyk.

Wyjątkowość rybitwy rzecznej polega m.in. na tym, że gnieździ się w koloniach, więc w swoich badaniach łódzcy ornitolodzy skupili się właśnie na tym zjawisku.

„Staramy się odpowiedzieć na pytanie czy gnieżdżenie się w dużym zagęszczeniu, czyli w towarzystwie innych ptaków przynosi konkretnym osobnikom korzyści czy bardziej szkody. Dzięki stworzeniu kilku sztucznych wysp mogliśmy w pewnym sensie manipulować wielkością kolonii lęgowej a zatem liczbą sąsiadów w pobliżu danego gniazda” – wyjaśnił ornitolog.

W ten sposób na zbiorniku powstały zarówno niewielkie kolonie liczące do 30 par lęgowych, ale i dwie duże kolonie, w których liczba gniazd przekracza 100. Badania pokazały, że decyzja o przyłączeniu się do danej kolonii jest w pewnym sensie kompromisem: piskląt z dużych kolonii przeżywało więcej, ale były one w gorszej kondycji niż te, które wychowywały się w niewielkich skupieniach.

„Gnieżdżenie się w dużej kolonii z jednej strony niesie korzyść związaną z ochroną gniazd. Ptaki gniazdujące w tych dużych zgrupowaniach wyprowadzały średnio więcej młodych niż pary, które gnieździły się w niewielkich koloniach. Ale było to kosztem kondycji piskląt, ponieważ duże zagęszczenie generuje konflikty z sąsiadami, tam jest zwyczajnie nerwowo. Sąsiedzi zawsze stanowią też zagrożenie, jeśli chodzi o możliwość roznoszenia się różnych czynników chorobotwórczych” – wyjaśnił dr Włodarczyk.

Obecnie naukowcy badają czy ptaki różnią się zachowaniem w kolonii – przy użyciu kamer i szczegółowym rejestrowaniu zachowań sprawdzają m.in. czy obrona przed drapieżnikami jest różnie rozłożona w dużych i małych skupiskach.

Naukowiec przypomniał, że jeszcze do niedawna rybitwę rzeczną nazywano zwyczajną. Jednak kilkanaście lat temu przemianowano jej nazwę z tego względu, że nie jest to już ptak pospolity, „zwyczajnie” spotykany nad naszymi rzekami. Jej liczebność w kraju jest szacowana na ponad 4 tys. par lęgowych i choć mogłoby się wydawać, że to liczba znaczna, to – jak podkreślił ornitolog – należy pamiętać, że większość stanowisk tego gatunku podlega bardzo silnej presji ze strony czynników naturalnych i człowieka.

„Chociażby niewielki deszcz, a coraz częściej mamy do czynienia z gwałtownymi burzami, może spowodować podniesienie wody w zbiorniku i zalanie płytkich wysp, na których te ptaki się gnieżdżą. Wystarczy, żeby dowolny czworonożny drapieżnik dostanie się na wyspę i dziesiątkuje praktycznie całą kolonię” – wyjaśnił.

Zdaniem ornitologa, otwarcie pod koniec maja ze względów gospodarczych tamy we Włocławku i podniesienie poziomu Wisły spowodowało zniszczenie lęgów ptaków wodno-błotnych gniazdujących na rzecznych wyspach. Według niego najbardziej ucierpiały rybitwy, mewy, czy ptaki siewkowe, jak sieweczka rzeczna czy obrożna.

„Niestety mamy do czynienia z bardzo zagrożoną grupą poddaną silnej presji ze strony ludzi, zatem wymagającą ochrony” – dodał ornitolog.

Zdaniem badacza, rybitwa rzeczna charakteryzuje się życiem w pewnym sensie „na krawędzi”. Jej miejsca lęgowe są nietrwałe, a zagrożenie utraty lęgu duże. Dodatkowo ptak ten pokonuje bardzo długie dystanse podczas swoich wędrówek, bo gnieździ się w Europie, ale zimuje aż w południowej Afryce. Długa wędrówka to dodatkowe zagrożenie, szczególnie dla młodych ptaków lecących na zimowiska pierwszy raz w życiu.

„Jest to ptak, który na pewno kryje przed nami jeszcze szereg tajemnic i myślę, że jest warty ochrony na terenie całego areału występowania, nawet w miejscu, gdzie być może jest w miarę pospolity” – podsumował dr hab. Radosław Włodarczyk.

źródło: naukawpolsce.pap.pl