Pancernik Schleswig Holstein
Pancenik-Schleswig-Holstein / @ Public domain

1939-1945 – II Wojna Światowa – zanieczyszczenie Morza Bałtyckiego bronią chemiczną i wrakami statków

Podczas prowadzenia wojen, kategoria taka jak katastrofa ekologiczna schodzi na dalszy plan. Posługując się przykładem Morza Bałtyckiego, można zauważyć, jak wielkie szkody wyrządzono wskutek II Wojny Światowej również naturze.

Zatopiona broń chemiczna w Morzu Bałtyckim

Po wkroczeniu wojsk alianckich i radzieckich na teren Niemiec odkryte zostały duże ilości amunicji chemicznej oraz zapasów bojowych środków trujących w pojemnikach. Na mocy konferencji poczdamskiej znalezioną broń chemiczną postanowiono zatopić w Morzu Bałtyckim.

Znane składowiska i szlaki transportowe 50 000 ton broni chemicznej zatopionej w Morzu Bałtyckim po II wojnie światowej
Znane składowiska i szlaki transportowe 50 000 ton broni chemicznej zatopionej w Morzu Bałtyckim po II wojnie światowej / @ CHEMSEA, Ocean Healt Index

Głównymi miejscami jej zatopienia stały się: południowo-wschodnia część Głębi Gotlandzkiej, wschodnia część Głębi Bornholmskiej oraz cieśniny Mały Bełt i Skagerrak. Nie są to jednak jedyne miejsca, w których zatopiona broń chemiczna może się znajdować, a zlokalizowanie wszystkich jest niemożliwe. Pojemniki były wyrzucane ze statków także na trasach transportu do wyznaczonych stref. Część mogła dryfować na znaczne odległości na skutek sztormów i działań rybaków. W dodatku część dokumentacji dotycząca zatapiania broni chemicznej mogła nie zostać do tej pory ujawniona.

Szacuje się, że zatopionych zostać mogło od 6000 do 13 000 samych bojowych środków trujących (przy założeniu, że stanowią one średnio 15% masy amunicji), głównie takich środków jak iperyt siarkowy, arsyny (difenylochloroarsyna, difenylocyjanoarsyna, adamsyt), tabun czy fosgen.

Jednym z zagrożeń stwarzanych przez zatopioną broń chemiczną jest możliwość wyłowienia środków trujących z morza przez załogi kutrów rybackich i skażenie sprzętu oraz ludzi. Pierwsze takie przypadki odnotowano już w 1947 roku.

W 1995 roku doszło do najpoważniejszego w skutkach wypadku na polskim wybrzeżu. Na plaży w Darłówku doszło do poparzenia 102 dzieci iperytem. Czworo z nich trwale straciło wzrok.

W 1984 roku 7 rybaków z trawlera FV Hildarstindür, ciągnęło za sobą obiekt zawierający gaz musztardowy. Ciemność uniemożliwiła im szybkie zidentyfikowanie niebezpiecznego obiektu. Mężczyźni zostali ciężko ranni i musieli zostać ewakuowani do Kopenhagi.

W 1997 roku polski statek z Władysławowa FV WLA206 złapał w sieć od 5 do 7 kg brył iperytu. Rybacy wrzucili go później w porcie do pojemnika na śmieci. Następnego dnia 8 członków załogi doznało poważnych oparzeń i uszkodzeń na skórze, a czterech musiało zostać hospitalizowanych przez kilka tygodni. Uniknęli śmierci tylko dlatego, że incydent miał miejsce w styczniu, kiedy zimna temperatura ograniczyła parowanie trującego środka.

W 2001 roku szwedzki trawler SG Delfin złapał w sieci i przywiózł do portu bombę lotniczą zawierającą gaz musztardowy.

W 2012 roku skażeniu fosforem białym uległo 13 km wybrzeża między Ustką a Łebą.

Oddziaływanie broni chemicznej na środowisko morskie jest słabo zbadane. Pewne jest że wciąż zatruwają ekosystem Bałtyku. Utrudniają rozwój biologicznego życia, zatruwają ryby żyjące w morzu, które później jako pożywienie stanowią realne zagrożenie dla zdrowia człowieka.

Zatopione wraki statków, transportowców i tankowców w Morzu Bałtyckim

Podwodne cmentarzysko staje się coraz większym zagrożeniem. Na dnie Bałtyku wciąż spoczywa wiele wraków z drugiej wojny światowej, które korodują i mogą uwolnić miliony litrów paliwa i toksycznych substancji. Grozi to katastrofą ekologiczną.

W samej Zatoce Gdańskiej zatopionych jest ponad 150 wraków. Kilka z nich naukowcy uważają za szczególnie niebezpieczne. Wśród nich Stuttgart, leżący przy wejściu do gdyńskiego portu. Wokół wraku ciężkie paliwo rozlane jest na powierzchni 35 hektarów

Niemiecki tankowiec T/S Franken
Tonąca niemiecka jednostka t/s FRANKEN w trakcie działań wojennych dnia 8.04.1945 roku / @ Urząd Morski w Gdyni

Zatoka Gdańska – Niemiecki tankowiec T/S Franken

To jedna z największych tykających bomb ekologicznych na dnie Zatoki Gdańskiej. Tankowiec Franken kryje ogromne ilości paliwa, które od ponad siedemdziesięciu lat zagraża środowisku i może doprowadzić do katastrofy ekologicznej.

Niemiecka jednostka pomocnicza (transportowo–zaopatrzeniowa) T/S Franken została zatopiona na akwenie Zatoki Gdańskiej, ok. 6,3 mili morskiej od Cypla Helskiego, w wyniku działań wojennych 8 kwietnia 1945 roku. Statek został storpedowany, zbombardowany i ostrzelany w ataku lotniczym.

Jego ostatnie chwile są dobrze udokumentowane dzięki zapisom z dziennika bojowego niszczyciela Z-43, który w tamtym czasie stanowił ochronę Frankena.

Od rana trwa zmasowany atak kilkudziesięciu samolotów radzieckich Boston, Ił-2 i Pe-2. (…) Około 11:38 okręt otrzymuje wiele trafień bomb i prawdopodobnie torped w część dziobową, które powodują poważne uszkodzenia i ogromny pożar (…). Pod pokładem dochodzi do licznych eksplozji amunicji. (…) Kilka minut po bombardowaniu okręt przełamuje się przed nadbudówką dziobową. Ginie cała obsada mostka i dziobowych dział. Bardzo szybko wydany zostaje rozkaz opuszczenia okrętu. Ci marynarze, którzy przeżyli, ewakuują się do łodzi ratunkowych na prawej burcie (…). Na pokładzie Frankena i w otaczających go wodach śmierć znajduje 48 marynarzy.

KTB (Kriegstagebuch) Z-43, Franken – ostatnie dni okrętu Kriegsmarine na wodach Zatoki Gdańskiej

Po około trzech godzinach, rozerwana w wyniku eksplozji transportowanego paliwa i amunicji, płonąca jednostka przełamała się na dwie części i zatonęła na głębokości ok. 70 metrów. Część dziobowa jednostki leży ok. 460 metrów od zasadniczego kadłuba wraku.

Statek jest największym i najniebezpieczniejszym wrakiem na dnie zatoki. W momencie ataku T/S Franken mógł przewozić 9500 ton paliwa: ciężkiego, lekkiego i benzyny lotniczej. Do tego 306 ton olejów smarnych i 973 tony amunicji.

Z analizy zniszczeń wraku wynika, że w nieuszkodzonych zbiornikach może do dziś zalegać ponad 5 tysięcy ton oleju napędowego i 1000 ton produktów naftowych.

Podstawowym problemem jest stan konstrukcji wraku. Stal w słonawym środowisku morskim ulega degradacji. W ciągu roku znika średnio 0,1 mm poszycia. Po 70 latach z 10 mm poszycia zostały więc już tylko 3 mm. Zdaniem naukowców w najbliższej przyszłości wrak może się po prostu zawalić.

Niemiecki tankowiec T/S Franken
Aktualna sytuacja batymetryczna w rejonie zalegania wraku t/s FRANKEN na podstawie pomiarów hydrograficznych wykonanych przez Urząd Morski w Gdyni dnia 12.07.2018 r. z wykorzystaniem systemu hydrograficznej echosondy wielowiązkowej amerykańskiej firmy R2 Sonic, typ 2024. / @ Urząd Morski w Gdyni

Większość bo prawie 80% prądów morskich w ciągu roku kieruje się w stronę lądu. Gdyby doszło do wycieku, najpewniej olbrzymia plama paliw osiądzie na nadmorskich plażach i zanieczyści około 80 kilometrów polskiego wybrzeża od Piasków aż po sam Hel. Zagrożone będą gatunki ptaków morskich, ryb i siedliska foki szarej na obszarze Natura 2000.

To będzie katastrofa ekologiczna w wyniku której ucierpi przyroda, a turystyka może się załamać na kilkanaście lat. Wyciek ropy oznacza bowiem ogromne straty dla branży turystycznej. Wycenia się je na pół miliarda złotych. Na wypompowanie paliwa z wraku tankowca Franken potrzeba jednej dziesiątej tej kwoty.


Statek Stuttgart
@ Wikimapia

Okolice Gdyni – wrak statku Stuttgart

W odległości dwóch mil morskich od portu w Gdyni, na dnie Zatoki Gdańskiej zalega plama ciężkiego paliwa. Ma dwa hektary powierzchni. Kolejne dwa hektary to obszar, na którym dochodzi do rozwlekania części trującej masy, przypominającej konsystencją wymieszaną z piaskiem galaretę. Obszar skażenia, według oficjalnych danych, obejmuje ponad cztery hektary dna. Naukowcy uważają że doszło do lokalnej katastrofy ekologicznej, a wyciek określają jako bombę z opóźnionym zapłonem.

Jej przyczyną był wyciek do Zatoki Puckiej od 300 do 600 ton paliwa z wraku niemieckiego statku Stuttgart w 2009 roku. Badania wykazują, że na skażonym obszarze śmiertelność organizmów wodnych wyniosła 100%, a strefa skażenia w ciągu 6 lat wzrosła 15-krotnie i wynosi blisko pół miliona metrów kw.

Stuttgart poszedł na dno w 1943 roku wraz z załogą i zbiornikami paliwa. W 1957 roku rozpoczęto usuwanie części wraku. Reszta, która pozostała w dnie, wciąż zanieczyszcza Bałtyk.

Zalegająca na dnie plama ma ok. 50 cm grubości. Tworzy ją od 500 do 1000 metrów sześciennych niebezpiecznej dla środowiska substancji. Nie jest to ani ropa, ani mazut, tylko inny rodzaj ciężkiego paliwa produkowanego przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej.

Nie wiadomo, czy i ile paliwa pozostało jeszcze w zbiornikach zagłębionego w dnie wraku. Tym samym nie wiadomo czy wyciek nadal ma miejsce. Plama prawdopodobnie przesuwa się w kierunku Głębi Gdańskiej, jednak nie można jednoznacznie rozstrzygnąć, czy się rozszerza. Wrak znajduje się na stoku, więc może być tak, że spływa po nierównościach dna.

O tym, jak to wygląda katastrofa ekologiczna pod wodą mogą wiedzieć tylko nurkowie – ci, którzy eksplorowali ten teren przed kilku laty – obecnie obowiązuje zakaz nurkowania w tym miejscu.

Na pierwszy rzut oka tamtejsze dno nie różni się niczym od zwyczajnego. Znajduje się tam to samo, co zazwyczaj – jakiś muł, piasek. Jednak wystarczy lekko dotknąć płetwą dna, wtedy wydobywa się mnóstwo, tysiące kropelek jakiejś cieczy. Potem cały sprzęt jest nimi oblepiony, wszystko trzeba myć.

mówi jeden z nurków

Naukowcy, którzy pobierali próbki z dna, twierdzą, że tuż obok wraku na dnie zalega masa substancji smolistych wymieszanych z piaskiem. Ma konsystencję galarety lub kisielu.

Z raportu Instytutu Morskiego wynika, że stężenie np. niektórych węglowodorów wynosi tam 1498,96 mg/kg. Dotychczas maksymalne stężenie spotykane na Zatoce Gdańskiej wynosiło 3,3 mg/kg. Normalne stężenie w takim przypadku to 0,1 mg/kg i mniej. Mamy więc do czynienia z kilkunastotysięcznymi przekroczeniami dopuszczalnych stężeń związków niebezpiecznych dla środowiska.

Naukowcy szacują, że wydobycie i utylizacja zanieczyszczeń z wraku, a następnie przywrócenie dna do stanu sprzed zanieczyszczenia to koszt ok. 200 mln zł. Nie wykluczają jednak, że koszt może być wyższy.