Ekologiczna bomba na warszawskiej woli

mapa-potencjalnych-zagrozen-na-woliNajpierw wydawało się, że to nieprzyjemny zapach z budowy. Teraz mieszkańcy nowych osiedli na Woli martwią się, że ich domy pobudowano na gruncie skażonym przez przedwojenne zakłady chemiczne.

Pod koniec roku chemiczne zapachy się nasiliły. Mieszkańcy skarżyli się na duszności i bóle głowy. Jako źródło smrodu zaczęli wskazywać studzienki kanalizacyjne. Jednak z czasem nieprzyjemny zapach pojawił się też w mieszkaniach. Okazało się, że problem może dotyczyć kilku tysięcy osób. Nie tylko tych ze Skierniewickiej, ale też m.in. Wolskiej, Staszica czy Młynarskiej.

Badania przeprowadzone przez służby WIOŚ na początku tego roku wykazały, że przyczyną uciążliwości są przesiąknięte chemikaliami wody gruntowe. Robotnicy wypompowywali je przy okazji prac budowlanych, a potem spuszczali do kanalizacji. Po zmieszaniu ze ściekami uwalniały do powietrza chemiczne substancje, m.in. benzen, toluen i ksylen. To wszystko gromadziło się w kanalizacji miejskiej. Dalej przez kanalizację przedostawało się do mieszkań i potem na zewnątrz, na powietrze.

Przed wojną Wola była dzielnicą przemysłową. Działało tu kilka fabryk a obecne skażenia na Skierniewickiej są właśnie ich pozostałościami.

Problem nasilił się w lutym. Ze względu na znaczne przekroczenia dopuszczalnych norm jakości powietrza, na kilka dni zamknięto znajdujący się przy Skierniewickiej bank i sąd (tego drugiego nie otwarto do dziś). W badaniach przeprowadzanych wówczas przez Sanepid odnotowano, że poziom benzenu był prawie 20-krotnie wyższy od normy Ministerstwa Środowiska.

W Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego zwołano spotkanie w którym wzięły udział władze Warszawy, Woli, przedstawiciele Sanepidu i WIOŚ. Był też deweloper odpowiedzialny za budowę osiedla. Zasugerowano, żeby zainstalował element służący do oczyszczania powietrza. Instalacja powstała, ale nie rozwiązało to problemu.

Mieszkańcy z własnej inicjatywy stworzyli mapę potencjalnych zagrożeń, na której czarnymi czaszkami zaznaczyli miejsca, gdzie dawniej działały zakłady chemiczne. Liczba czarnych punktów jest dowodem, że problem skażeń może dotyczyć znacznie większego terenu. Grzybowska, Żytnia, Kolejowa czy Żelazna to tylko kilka z długiej listy ulic, na których przed wojną działały fabryki i zakłady chemiczne. Na ich miejscach dziś stoją osiedla, szkoły, żłobki. Mogły powstać na skażonym gruncie, ponieważ w wielu przypadkach przed budową nie było przeprowadzanego badania gruntu.

Rolą dewelopera budującego osiedle zainteresowała się Prokuratura Rejonowa na Woli. Śledczy sprawdzają m.in kwestie możliwego narażenie zdrowia i życia ludzkiego, oraz skażenie środowiska wskutek zrzutu skażonej wody do kanalizacji miejskiej przez dewelopera.

Żeby móc zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości, pomocne może okazać się rozporządzenie Ministerstwa Środowiska, które nakazuje dokładne opracowanie mapy gruntów zanieczyszczonych historycznie. Władze dzielnic mają na to 25 miesięcy (od 5 września, bo wtedy dokument został wydany).

Dodaj komentarz